Wraz z niniejszym wywiadem rozpoczynamy nowy cykl, w którym to WY będziecie głównymi bohaterami. Z pewnością nie raz chcieliście zadać konkretne pytanie skierowane do radnego, burmistrza, przedstawiciela kultury czy innej osoby publicznej związanej z naszym regionem. Postanowiliśmy ten proces ułatwić. Jako pierwszy na pytania czytelników odpowiedział obecny Przewodniczący Rady Miasta Mrągowa Waldemar Cybul.  

Dlaczego wybrał Pan akurat Mrągowo na miejsce swojego życia?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Tu kupiłem mieszkanie, a samo miasto bardzo mnie oczarowało. Ale droga do tego była zdecydowanie dłuższa i bardziej złożona. To było dawno temu. Swoją karierę zawodową rozpoczynałem w giżyckim szpitalu jako instrumentariusz na bloku operacyjnym, kończąc wcześniej liceum medyczne. Po rozpoczęciu studiów z turystyki przeniosłem się do Mikołajek i pracowałem tam jako recepcjonista (Hotel Gołębiewski). To właśnie tam poznałem piękną kobietę (moja żona Kasia), w której się zakochałem i postanowiliśmy wspólnie kroczyć przez życie. Zdecydowaliśmy się jeszcze przed ślubem na wspólne kupienie mieszkania, a wybranym miastem stało się właśnie Mrągowo. Potem wzięliśmy ślub i zakotwiczyliśmy na stałe. Już tutaj w Mrągowie urodziła się córka Aleksandra (21 lat) i syn Kuba (16 lat). W związku z tym, że skończyłem studia na AWF w Gdańsku a mrągowski OSiR szukał instruktora ds. imprez sportowych, postanowiłem aplikować na to stanowisko. Potem już wszystko potoczyło się samo. OSiR, Centrum Kultury i Turystyki, Zespół Szkół Zawodowych, Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. I tak już ponad 20 lat. Powiem, że nie żałuję podjętej decyzji o tym, by związać swoje życie z tym cudownym miastem i mimo tego, że nie urodziłem się tutaj, czuję się prawdziwym mrągowianinem.

Dlaczego wśród różnych sztuk walki i samoobrony wybrał Pan akurat aikido?

Jeszcze będąc w szkole średniej fascynowali mnie bohaterowie filmów akcji. Należeli do nich między innymi Jean-Claude Van Damme czy Steven Seagal. Niestety, dojeżdżając codziennie do szkoły ponad 20 km, nie było szans na udział w zajęciach. Dopiero w Mrągowie postanowiłem pójść na pokaz sekcji aikido by zapisać na zajęcia swoją córkę Olę. Miała wtedy osiem lat. Z perspektywy lat oceniam, że była to próba spełnienia moich młodzieńczych marzeń. Efekt był taki, że Ola na zajęcia chodziła około pół roku, ja zostałem do dzisiaj. Moja przygoda z aikido trwa już 13 lat i nadal ten sport mnie fascynuje. A jeśli do tego dołożymy niesamowitych ludzi, z którymi tworzymy Mrągowski Klub AIKIDO i Samoobrony, jest to 100% przepis na sukces. Na dzień dzisiejszy posiadam stopień mistrzowski na poziomie 2 dana i zapraszam wszystkich na nasze zajęcia niezależnie od wieku.

Trenuje Pan Aikido. Czy ten sport polegający na samoobronie ma przełożenie na politykę?

Faktycznie aikido to sport, z którym związałem swoje życie. Czy jest przydatny w polityce? Uważam, że nie. W polityce i samorządzie by przekonać do swoich racji należy używać odpowiednich merytorycznych argumentów. Trzeba umieć przekonywać swoich oponentów do swoich pomysłów. Aikido to obrona przed atakiem fizycznym nie werbalnym. Czasami trzeba mieć też cięty język by odpowiedzieć na zaczepki, zarówno w życiu prywatnym, jak i społecznym. Aikido jako sztuka walki daje mi poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie.

Czy byłby Pan na tyle odważny, aby zdjąć krawat i zawalczyć na kolejnej edycji Car4parts Puchar Mazur? Jeśli tak, to z jakim przeciwnikiem?

To bardzo trudne pytanie. I nie wiem czy osoba je zadająca, upatrzyła sobie mnie na potencjalnego przeciwnika w ringu. A odpowiadając na pytanie, powiem tak. Po pierwsze, bardzo rzadko chodzę w krawacie Po drugie jestem osobą, która jest bardzo pozytywnie nastawiona do ludzi i świata. Nie szukam konfliktów, a sprawy sporne wolę rozwiązywać podczas rozmowy i negocjacji. Dlatego też moim ulubionym sportem jest aikido, które jest wyłącznie sztuką samoobrony. I oczywiście rower, który daje możliwość odprężenia i kontaktu z naturą. Co do propozycji walki w ringu? Jeśli byłby to szczytny cel i znalazłby się przeciwnik w mojej wadze, a o to może być trudno, to przy odpowiednim trenerze i przygotowaniu, mógłbym przyjąć takie wyzwanie. A kto mógłby być moim rywalem? Tego naprawdę nie wiem.

Czy doświadczenie pedagogiczne pomaga w kierowaniu pracami rady miejskiej?

Praca w szkole, a szczególnie w szkole średniej wymaga od nauczyciela stosowania w pracy wychowawczej różnorodnych form oddziaływania na swoich uczniów. Faktycznie czasami emocje podczas sesji są wysokie i wygląda to z boku jak hałaśliwa klasa. Ale to są emocje w dyskusji. Dlatego by je uspokoić i zachęcić radnych do merytorycznej dyskusji używam czasami odpowiedniej intonacji tonu czy zwracam delikatnie uwagę, Nawet dyskretne pokiwanie palcem wpływa na uspokojenie emocji niektórych radnych. Ważnym aspektem łączącym pracę nauczyciela i przewodniczącego jest otwartość i chęć rozmowy z każdym. To naprawdę pomaga w rozwiązaniu wielu kwestii spornych.

Jak to naprawdę jest z tą tzw. koalicją? Jest czy jej nie ma?

Koalicja czy opozycja to wyrażenia, które słyszymy w języku politycznym na poziomie sejmu, senatu czy urzędów wojewódzkich. Na poziomie samorządu lokalnego nie powinno być takich zależności. W takich miastach jak Mrągowo lub jemu podobnym, wszyscy się znają i wiedzą kto czym się zajmuje i co sobą reprezentuje. Uważam, że radni rady miejskiej wybrani przez swoich mieszkańców powinni przede wszystkim ich godnie reprezentować w radzie i WSPÓLNIE decydować o jak najlepszym rozwoju miasta i naszej lokalnej społeczności. Jeśli chodzi o skład naszej rady, na dzień dzisiejszy możemy mówić o trzech grupach. Pierwszą autonomiczną grupą w radzie to radni, którzy startowali z Mrągowskiej Wspólnoty Samorządowej (7 radnych). Druga autonomiczna i niezależna grupa to radni, którzy startowali z mojego komitetu, tj. Mrągowskiej Inicjatywy Społecznej (6 radnych). No i pozostali radni, w skład której wchodzą radni z PIS, Komitetu Stanisława Bułajewskiego czy radny niezależny. Nasza grupa radnych (MIS) stoi na stanowisku by popierać propozycje rozsądne i korzystne dla miasta niezależnie kto będzie ich wnioskodawcą. A w przypadku innych rozwiązań czy propozycji, w merytorycznej dyskusji przekonywać innych radnych do podjęcia decyzji, które będą korzystne dla miasta. Jesteśmy otwarci na propozycje innych klubów czy radnych. Wszyscy wspólnie odpowiadamy przed mieszkańcami.

Był Pan już Przewodniczącym Rady Miejskiej. Wtedy był Pan w opozycji do poprzedniej Burmistrz Otolii Siemieniec. Teraz stoi Pan za działaniami obecnego Burmistrza Stanisława Bułajewskiego. Jak Pan ocenia swoją rolę teraz a kiedyś?

Już wcześniej napisałem, że trudno w takiej społeczności jak miasto Mrągowo mówić o koalicjach czy opozycjach. Aby objąć takie stanowisko jaką jest funkcja przewodniczącego rady miejskiej, niezbędna jest zgoda większości radnych i tyle. Zadaniem przewodniczącego jest współpraca pomiędzy burmistrzem a radnymi rady miejskiej. To on prowadzi sesje, reprezentuje radę na zewnątrz. Ale cały czas musimy mieć w pamięci, że jest to tylko jeden z 21 radnych. Uważam, że przewodniczący niezależnie od tego, kto jest burmistrzem, powinien ściśle z nim współpracować na rzecz miasta i jego wizerunku. Współpraca to również wskazywanie błędów czy przedstawianie propozycji innych rozwiązań tego samego problemu. Uważam, że słuchając i dyskutując, jesteśmy w stanie osiągnąć więcej. Dlatego też jestem przewodniczącym wszystkich radnych i reprezentantem całej rady i naszego miasta. I chcę to robić jak najlepiej.

W kampanii przed drugą turą wyborów nie przebierał Pan w słowach, podobnie jak Pański rywal do burmistrzowskiego fotela. Jak dogadujecie się Panowie teraz?

Co do wypowiedzianych słów w kampanii wyborczej uważam, że jestem racjonalistą i twardo stąpającym po ziemi człowiekiem. Nie rzucam słów na wiatr, nie obiecuję rzeczy, z których nie będę się w stanie wywiązać. To moja dewiza. Wybory są już za nami i rozpoczął się okres ciężkiej pracy na rzecz miasta. Wbrew pozorom ludzie pamiętają, to co kandydaci obiecywali w kampanii i będą o to pytać. Komitet Mrągowskiej Inicjatywy Społecznej miał w swoim programie wiele ciekawych i realnych inicjatyw, które są potrzebne dla miasta. Dlatego ja i radni MIS będziemy przekonywali burmistrza do ich wprowadzenia w życie. Jednym z pomysłów już wprowadzonych jest aplikacja na telefony BLISKO. Pozwala ona mieszkańcom i turystom, którzy z niej korzystają, na otrzymywanie najważniejszych informacji z życia kulturalnego czy społecznego naszego miasta. Kolejnym ważnym tematem do którego przekonujemy burmistrza jest zaprojektowanie i wybudowanie nowego przedszkola z oddziałami żłobkowymi na os. Mazurskim. Ten obiekt jest naszemu miastu niezbędny z powodu chociażby stanu technicznego aktualnie działających przedszkoli. Z drugiej strony będziemy także oceniali działania władz samorządowych. Liczę na to, że wspólne rozmowy i konsultacje, będą przynosiły oczekiwane pozytywne efekty dla miasta. Jak to się mówi – czas pokaże.

Ma Pan za sobą epizod w Miasteczku Westernowym Mrongoville. Czy boi się Pan trudnych wyzwań?

Jakbym bał się wyzwań, to nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem. Decyzja o startowaniu na burmistrza, przyjęcie propozycji współkierowania największą szkołą w naszym powiecie to spore wyzwania, które podjąłem. Jeśli chodzi o miasteczko to trudno to nazwać epizodem. Było to raczej rozpoznanie terenu przed podjęciem decyzji o kierowaniu tą spółką. Taką propozycję otrzymałem dawno temu od Pani Burmistrz Otolii Siemieniec. Po analizie dokumentacji finasowo-księgowej i zasobów kadrowych spółki zaproponowałem radzie nadzorczej pewne rozwiązania. Niestety nie zostały one zaakceptowane jako koncepcja mojego działania. Dlatego też nie podpisałem dokumentów na objęcie funkcji dyrektora w tej spółce.

Gdyby mógł Pan być burmistrzem choć przez jeden dzień, jaką pierwszą decyzję by Pan podjął?

Praca Burmistrza to nie koncert życzeń do złotej rybki. Podejmowane decyzje muszą być przemyślane, zaplanowane i przede wszystkim policzone. Moja wizja kierowania miastem była zgoła inna od tej, którą prowadzi Stanisław Bułajewski. Czy lepsza, czy gorsza? Nie jestem w stanie odpowiedzieć dzisiaj na te pytania. Minęło zbyt mało czasu od wyborów. Oceny będziemy dokonywać za rok na sesji absolutoryjnej. Osobiście stoję na stanowisku, że w mieście nie jest potrzebna rewolucja. Miasto to żywy organizm, z wieloma zależnościami, które wpływają na jego prawidłowe funkcjonowanie. Uważam, że rozsądniejszym jest ewaluowanie i udoskonalanie przyjętych rozwiązań niż burzenie wszystkiego do zera. A wracając do pytania o decyzję , to obejmując stanowisko dzień po wyborach, decyzja wynikałaby wyłącznie z wniosków wypracowanych na w tzw. „burzy mózgów” wszystkich kierowników referatów, jednostek podległych oraz spółek.

 

Słowa kluczowe:
 

Dodaj komentarz:

X Zamknij
X Zamknij