W czerwcu mrągowski „Sukces” świętować będziecie 20 lat na scenie. O niełatwych początkach, zabawnych momentach i wspaniałym jubileuszu przeczytacie w wywiadzie z założycielką i kierownikiem artystycznym zespołu Agatą Dowhań.

Pani muzyczne „dziecko” - zespół wokalny „Sukces”  obchodzi w tym roku wspaniały jubileusz dwudziestolecia istnienia. Cofnijmy się jednak nieco w czasie. Jak powstał mrągowski "Sukces"?

Tak, dobrze to pani określiła, rzeczywiście czuję się matką tego „sukcesowego dziecka”, wymyśliłam je, stworzyłam i wypielęgnowałam, ale ma ono jeszcze matki chrzestne i to dwie: Agatę Młynarską, która zachwyciła się nim i wprowadziła na salony (telewizyjne) i Otolię Siemieniec, która zawsze stawała z pomocą, kiedy to „dziecię” było w potrzebie. No tak, ale matki matkami, a gdzie jest ojciec?! Oczywiście jest ich kilku, jak głosi przysłowie: Sukces ma zawsze wielu ojców. W tym przypadku są nimi aranżerzy, muzycy, kompozytorzy, których podrywałam od czasu do czasu. A kiedy jeden z nich spodobał mi się najbardziej, pozostał z nami na dłużej i jak na razie trwa w tym postanowieniu już 15 lat! Jest nim Mariusz Garnowski, którego talent muzyczny bardzo cenię.

Jak wyglądały początki Waszej działalności?

Nie było łatwo. Ale ja trudności traktuję jako wyzwanie, wyzwalają we mnie silniejszą motywację. Studio Wokalne Sukces zakładałam w bardzo trudnej sytuacji życiowej, kiedy zostałam bez środków do życia – po zawodowym śpiewaniu pozostało wspomnienie, a próby biznesowe zakończyły się upadłością firmy. Tak więc byłam mocno zdeterminowana do działania. Postanowiłam wykorzystać swoje kontakty z warszawskim środowiskiem twórczym, w którym realizowałam się przez wiele lat jako wokalistka, kolejno w dwóch zespołach Partita i Alibabki. Miałam więc dobre kontakty z wieloma muzykami, kompozytorami, wokalistami, reżyserami, m.in. z Włodzimierzem Korczem, Krystyną Kwiatkowską, Jarkiem Dobrzyńskim, Ryszardem Rynkowskim, Majką Jeżowską, Alicją Majewską. Tak więc zapewniałam moim adeptom wartościowy, pod względem muzycznym repertuar, z którym szybko zaistnieliśmy jako ciekawy, na dobrym poziomie, dziecięcy zespół wokalny. Już w początkowym etapie działalności zawoziłam młody SUKCES do TVP , do studia Radia Olsztyn i na różne konkursy wokalne. Jednym z pierwszych sukcesów była I Nagroda w Wojewódzkim Turnieju Telewizyjnym zdobyta w Olsztynie, uprawniająca do udziału w Ogólnopolskim Turnieju, gdzie zdobyliśmy III Nagrodę. Ciekawym przedsięwzięciem była wówczas śpiewogra „Hej bracia czy śpicie?” o tematyce bożonarodzeniowej. W tej formule adepci nie tylko śpiewali zespołowo i solowo, ale także wykonywali zadania teatralne i taneczne. Pamiętam jak bardzo wszyscy byliśmy zaangażowani w tworzenie tego przedstawienia. Sama napisałam scenariusz i wystąpiłam na scenie w roli ludowej proroczyni. Sami z dziećmi i rodzicami robiliśmy scenografię, wystąpiła z nami nawet prawdziwa kózka, padał śnieg i żarzyło się ognisko Telewizja Kablowa pokazywała nasze dzieło w 6 odcinkach. Cudownie to wspominam.

No tak, ale matki matkami, a gdzie jest ojciec?! Oczywiście jest ich kilku, jak głosi przysłowie: Sukces ma zawsze wielu ojców.

Jak zrodził się pomysł stworzenia zespołu wykonującego muzykę ludową? Z perspektywy czasu widać, że na brak chętnych nie możecie narzekać, ale czy wtedy nie bała się Pani znikomego zainteresowania ze strony dzieci i młodzieży?

Przełom repertuarowy nastąpił w 2003 r. Wówczas poszukiwałam nowej kadry instruktorskiej i „odkryłam” Mariusza Garnowskiego. Zbiegły się korzystne dla mnie okoliczności, bo właśnie, kiedy ja potrzebowałam współpracownika, jemu właśnie nie przedłużono umowy o pracę w domu kultury. Natychmiast zaproponowałam mu pracę w moim studiu, a on z chęcią ją podjął. Zapytał mnie co ma z dziećmi robić na pierwszych zajęciach. Wiesz, spróbuj jakiś kanon, żeby utrwalały śpiewanie na głosy, może być „Panie Janie” popularna stara pieśń – powiedziałam. Kiedy na drugi dzień usłyszałam bardzo ciekawe, aranżacyjne opracowanie , wiedziałam, że popracujemy ze sobą dłużej. Dzieci i młodzieży nie trzeba było przekonywać. Mariusz w swoich aranżacjach łączy tradycję ze współczesnymi trendami muzycznymi, tak, że młodzi je akceptują. W dalszej współpracy już naturalnie poszliśmy dalej tą drogą, tym bardziej, że chcieliśmy przejść eliminacje do Koncertu Festiwalu Kultury Kresowej. Dostałam od kogoś płytę z piosenkami z poprzedniego FKK i wybrałam kilka z nich. Zaprosiłam jeszcze dwoje muzyków z Warszawy Alicję i Andrzeja Wysockich. Na 10-dniowych Letnich Warsztatach z naszą młodzieżą i zaproszoną z zewnątrz, nauczyliśmy się śpiewać 8 utworów, (tempo pracy było zawrotne!) trzy utwory zaprezentowaliśmy na scenie festiwalowej i dostaliśmy Nagrodę specjalną Telewizji Polskiej. Była to nagroda finansowa, która umożliwiła nam nagranie płyty. Przez wiele lat śpiewamy te swoje, już można powiedzieć, stare przeboje i ciągle podobają się publiczności. Obecnie zrobiła się moda na ludowszczyznę, więc nie jest to już oryginalny styl. Ale mamy satysfakcję, że jako zespół dziecięco-młodzieżowy byliśmy pierwsi.

Obecnie zrobiła się moda na ludowszczyznę, więc nie jest to już oryginalny styl. Ale mamy satysfakcję, że jako zespół dziecięco-młodzieżowy byliśmy pierwsi.

Zapewne nie jest Pani w stanie policzyć, ile dzieciaków przewinęło się przez Wasze ręce przez te 20 lat działalności, ale może ktoś zapadł Pani szczególnie w pamięci?

Zgadza się, nie mam na to czasu, i nie lubię archiwizacji. W ogóle nie lubię tabelek, procentów, wykresów itd. W kulturze liczą się efekty pracy, one nie mieszczą się w tabelkach. Mam bardzo dużo obowiązków bieżących, merytorycznych. Żyję życiem teraźniejszym. Chętniej patrzę w przód niż w tył. A czy ktoś mi zapadł szczególnie w pamięci? Oczywiście, najbardziej zachowuję w pamięci tych, którzy uczęszczali do studia przez wszystkie lata od zapisania się aż do matury. 7-letnia Kasia Ścibek z Kętrzyna przybyła na eliminacje, organizowane przeze mnie, do programu telewizyjnego Od przedszkola do Opola, po których wystąpiła w programie i zapisała się do SUKCESU. Rozstała się z nami, dopiero po maturze, kiedy wyjechała studia. Skończyła japonistykę i jeździ po świecie. Śpiew nadal kocha, ale jako hobby. Z kolei Łukasz Załęski z Olsztyna jako ośmiolatek trafił do nas na Letnie Warsztaty „Talenty na start” i również brał udział w systematycznych zajęciach i wszystkich projektach artystycznych. Opuścił nas, kiedy po maturze dostał się na Akademię Muzyczną w Łodzi. Teraz już po ukończeniu nauki na uczelni, śpiewa tenorem w operach. Zapadła mi też w pamięci wypowiedź jeszcze jednego z uczestników letnich warsztatów Łukasza Skrodzkiego (mieliśmy szczęście do Łukaszów), kiedy zastanawiał się na jaką uczelnię się wybrać muzyczną czy politechnikę. Po tych warsztatach występowaliśmy w Amfiteatrze mrągowskim na boso. Po występie Łukasz wyraźnie wzruszony powiedział: „kiedy stanąłem boso na drewnianych deskach sceny, kiedy spojrzałem na pełną 5 tysięczną widownię, wiedziałem już co będę w życiu robił.” Skończył Akademię Muzyczną w Katowicach, wydział jazzowy. Śpiewa w teatrach muzycznych i koncertach.

Przez dwadzieścia lat Waszej działalności nie mogło zabraknąć zabawnych momentów, czy śmiesznych historyjek. Może zdradzi nam Pani jedną z nich?

Ach było ich wiele. Ubawiliśmy się wszyscy, zachowaniem kózki która „grała” w „Hej bracia czy śpicie”. Cały czas była grzeczna - najwyraźniej podobała się jej ta rola, nie sprawiała żadnych kłopotów, pomimo, że była głośna muzyka i efekty dźwiękowe burzy. Kiedy w finale podczas braw, wszyscy podchodziliśmy z głębi sceny do ukłonów ona ochoczo ruszyła razem z nami! Uznała ( i słusznie), że jej się brawa też należą! Stanęła obok mnie, a kiedy otrzymałam duży bukiet kwiatów, zabrała się do jego konsumpcji! Podniosłam więc bukiet do góry, żeby nie mogła dosięgnąć - stanęła wtedy na tylnych nogach i dalej domagała się zapłaty, chociaż w postaci kolacji. Oczywiście dostała wzmożone brawa tylko dla niej! Ale jeszcze weselej było, kiedy koza absolutnie nie chciała zejść ze sceny, ani nie chciała opuścić gmachu domu kultury.

Oczywiście, najbardziej zachowuję w pamięci tych, którzy uczęszczali do studia przez wszystkie lata od zapisania się aż do matury.

Wspomniała Pani, że "Sukces" to pierwszy w Polsce dziecięco-młodzieżowy zespół folkowy, wiemy też, że jesteście rozpoznawalni nie tylko w Polsce, ale co uważa Pani za największy sukces zespołu?

W moim odczuciu – to zdobycie dwóch Złotych Aplauzów na jednym festiwalu i to powszechnie uznawanym za najważniejszy młodzieżowy festiwal wokalny w Polsce, jakim jest festiwal w Koninie. Wysłaliśmy tam w 2005 r. dwa zespoły, w Kategorii dziecięcej i kategorii młodzieżowej i obydwa zdobyły główne nagrody w swoich kategoriach! Radości nie było końca!

Jak świętować będziecie jubileusz 20-lecia zespołu?

Bardzo intensywnie, rozpoczynamy w piątek 29 czerwca w Amfiteatrze nad jeziorem Czos, gdzie zaśpiewamy jako support przed zespołem Kult i Krzysztofem Zalewskim. Dzień później mamy koncert w CKiT o godz. 12.00 pod tytułem „SUKCES wczoraj i dziś”, w którym znajdą się multimedialne materiały najlepszych występów oraz prezentacje naszego zespołu „na żywo” wraz z dawnymi członkami zespołu, m.in. zapowiedzieli udział Agata Grześkiewicz, Martyna Jaskulska i Mateusz Grędziński – wszyscy świetnie śpiewają. Tego samego dnia jeszcze zaśpiewamy w małym amfiteatrze o godz. 18.00 nasz Koncert Jubileuszowy. Serdecznie zapraszamy! Na wszystkie imprezy z naszym udziałem wstęp będzie wolny.

Rozmawiała: Marlena Bieleninik


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Sonda

Czy weźmiesz udział w tegorocznych wyborach samorządowych

Tak - 87.1%
Nie - 10.5%
Nie podjąłem(-ęłam) decyzji - 1.8%

Głosów ogółem: 171
Głosowanie w tej sondzie zakończyło się w: marzec 2, 2018
X Zamknij
X Zamknij