Pochodzący z Mrągowa Artur Trzciński od 15 lat żyje w drodze z plecakiem na plecach. 37-latek zwiedził już pół świata. Na swoim koncie ma około 30 państw. Był w Tajlandii, Indonezji, Korei, Nowej Gwinei czy w Chinach. Przeczytajcie wywiad z podróżnikiem, nazywanym przez najbliższych mrągowskim Tonym Halikiem i udajcie się w podróż na nieznane lądy.

Wiem, że lista Pana turystycznych „podbojów” jest długa, ale jak to się stało, że chłopak z Mrągowa rozpoczął podróże po świecie z plecakiem na plecach?

Zacząłem podróżować jak miałem 23 lata, rozpocząłem podróże śladami Tony Halika - mojego idola z dzieciństwa. Wyruszyłem sam, tak jak Pani mówi jedynie „z małym plecakiem na plecach”, by zobaczyć miejsca, o których zawsze marzyłem i przez ten czas byłem w około 30 krajach. Zwiedziłem 70 % europejskich państw, dwa razy udało mi się być w Ameryce Południowej, gdzie zobaczyłem Peru, Boliwię, Ekwador, Chile, Kolumbię i Nikaraguę. Na swoim koncie mam też trzy kilkumiesięczne podróże po Azji i kilkanaście zwiedzonych państw, m.in. Tajlandię, Laos, Birmę, Chiny, Wietnam, Koreę, Filipiny, Indonezję, Nową Gwineę, Japonię, Kambodżę, Tajwan czy Hong Kong. Azjatyckie kraje są najważniejsze w moich podróżach. Do tej pory utrzymuję znajomości, które nawiązałem podczas wcześniejszych wypraw, więc wybierając się tam z powrotem odwiedzam poznanych ludzi i podróżników, z którymi pokonywałem azjatycki bezkres.

Mogę śmiało powiedzieć, że widział Pan pół świata, ale czy uważa się Pan za podróżnika?

Tak, wydaje mi się, że płynie we mnie podróżnicza krew. Jak już gdzieś jadę to na dłużej. Jedna podróż zajmuję mi od trzech do nawet siedmiu miesięcy. Nie korzystam z biur podróży i nie mieszkam w drogich hotelach. Zamiast tego zbieram grupę i organizujemy wszystko na własną rękę. Raz jedziemy, innym razem płyniemy, a nawet idziemy. Dzięki temu taka podróż zapada w pamięć, mogę zapewnić, że nie zapomina się jej do końca życia. Zwiedzając jako turysta zbyt dużo tracimy, zorganizowana turystyka zabija kulturę, komercjalizuje kraj i żyjących w nim ludzi. Szczerze namawiam wszystkich, by odważyli się i podjęli próbę podróżowania na własną rękę. Podróżowanie nie jest tylko zwiedzaniem lub poznawaniem kultur czy ludzi, to także stan umysłu i szlifowanie swojego charakteru.

Podróżowanie nie jest tylko zwiedzaniem lub poznawaniem kultur czy ludzi, to także stan umysłu i szlifowanie swojego charakteru.

Wiem już, że nie zwiedza Pan jak turysta, ale czy w obcym kraju trzyma się Pan przetartych szlaków czy idzie tam gdzie poniosą go nogi? Jak wygląda Pana odkrywanie obcego lądu, kultury i poznawanie tamtejszej ludności?

To, czy trzymam się szlaków zależy od miejsca, w którym akurat jestem. Zawsze jednak staram się wybierać najciekawszy sposób na dostanie się do celu, choć przeważnie jest to najdłuższa z możliwych dróg. Przemieszczam się autobusem, motorem, łódką a nawet piechotą, rzadko kiedy decyduję się na autostop, bo nie lubię nie odwdzięczać się za pomoc. Jeśli zaprzyjaźnię się z kimś i uda mi się mu w jakiś sposób pomóc, to jestem szczęśliwy. Zdarza się, że pomaga mi moja ciemna karnacja, dzięki której udaję mi się wmieszać w tamtejszą ludność. Ludzie często zapraszają mnie do domu, proponują wspólny posiłek, a nawet nocleg. Czasami taka znajomość przeradza się w przyjaźń na lata.

Zdarza się, że pomaga mi moja ciemna karnacja, dzięki której udaję mi się wmieszać w tamtejszą ludność.

Jaka podróż najbardziej zapadła Panu w pamięć?

(śmiech) Chyba wszystkie. Każda podróż wniosła do mojego życia wspomnienia, których nie kupi się za żadne pieniądze oraz wiedzę, której nie zdobędziemy w najlepszej szkole. Ale jak już muszę wybrać, to moja pierwsza wyprawa do Azji, siedem lat temu. W podróży spędziłem pół roku, w tym czasie byłem w Tajlandii, Laosie, Wietnamie, Kambodży i Birmie. Wróciłem jako inny człowiek. Przez pięć tygodni przemierzałem dżunglę z Laosu do Chin i w tej dżungli zostawiłem swoją duszę. Wyruszyliśmy w czteroosobowej grupie, ja jako jedyny białoskóry. Najlepsze w tym wszystkim było to, że ja nie rozumiałem nic co do mnie mówili. Do jedzenia mieliśmy 5 kg ryżu na całą grupę, a oni uznawali za jedzenie wszystko co się ruszało, od węży po skorpiony. Do tego zero szczepionek i tabletek na malarię. Jakby tego było za mało, to zabłądziliśmy i zamiast 2 tygodniowej wyprawy, spędziliśmy w dżungli 5 tygodni. Moja wyprawa w liczbach: schudłem 10 kilogramów, pogryzły mnie trzy stonogi, jeden wąż, tysiące komarów i wbiło się pięć pijawek. Przyznam się też, że raz podczas tej wyprawy zdarzyło mi się popłakać. (śmiech)

Podobno „chłopaki nie płaczą”, więc to musiała być naprawdę poważna sytuacja.

Teraz, kiedy to wspominam to chcę mi się śmiać, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Pamiętam, że dostałem zakażenia i jedynym ratunkiem było moczenie stopy we własnym moczu. Bardzo się wtedy bałem.

Wspomniał Pan, że z dżungli wrócił jako inny człowiek.

Ach, tak... To właśnie po tej wyprawie odważyłem się i zostałem przewodnikiem po dżungli. Wspólnie z moim przyjacielem z Laosu organizujemy 1-2 tygodniowe wyprawy, bo na dłużej musiałbym się przygotować psychicznie i wszystko zaplanować nieco lepiej niż siedem lat temu. Z wiekiem człowiek staje się rozsądniejszy. Warto podróżować, ponieważ kształtuje to naszą osobowość i wiedzę o świecie.

Wyruszyliśmy w czteroosobowej grupie, ja jako jedyny białoskóry. Najlepsze w tym wszystkim było to, że ja nie rozumiałem nic co do mnie mówili.

Podróżuje Pan niskobudżetowo, jaki jest Pana rekord w tanim podróżowaniu?

Czym mniej pieniędzy wydasz, tym więcej ludzi spotkasz, bardziej się do nich zbliżysz, a dzięki temu poznasz ich kulturę. Jeśli chcecie zbliżyć się do miejscowych, to nie pokazujcie, że macie dużo pieniędzy, bo oni ich nie mają. Ja zawsze mówię, że nie jestem Amerykaninem, za którego mnie często biorą, tłumaczę, że pochodzę z Polski, jak Papież Jan Paweł II. W Ameryce Południowej to najlepiej działa. Kiedy wiedzą, że w portfelu nie masz dużo pieniędzy - tak jak oni, to mają inne podejście i są wobec Ciebie bardziej otwarci. Jestem przeciwny dawaniu pieniędzy miejscowym. Moim zdaniem, niszczy to kulturę, a każdy kolejny obcokrajowiec będzie witany nie z otwartymi rękoma i uśmiechem na twarzy, tylko z ręką proszącą o dolary. Moja kolejna rada, chcecie odwdzięczyć się miejscowym, to podarujcie im torbę pełną zakupów czy kurę od sąsiada. Wracając do moich wydatków, to w Ameryce Południowej udaje mi się przeżyć za 2500-3000 zł na miesiąc, a w Azji za nieco mniej, bo za 2000-2500 zł. Do tego należy wliczyć cenę biletu samolotowego, co jest chyba największym wydatkiem.

To prosta matematyka, podróżując na własną rękę możemy pozwolić sobie na miesięczny pobyt w Azji czy Ameryce Południowej, a z biurem podróży jedynie na tygodniowy wypoczynek np. w Hiszpanii.

Ja zawsze mówię, że strach w podróży dużo nas kosztuje. Jak się boisz, to więcej wydasz, żeby coś zobaczyć. Oczywiście, czym więcej mamy doświadczenia, tym taniej i lepiej zwiedzimy. Moje wydatki to nie rekordy w tanim podróżowaniu, można obniżyć koszty, śpiąc w namiocie, jeżdżąc wyłącznie autostopem, ale to już taki ekstremalny backpacking. Dużo ludzi podróżuje za grosze, jak ktoś chce i ma odwagę może jechać z naprawdę małą sumą w portfelu. Jak pieniądze będą znikać za szybko, proponuję hamak, kilogram cytryn i piękna rajską plażę, gdzie jedzenie wychodzi do nas prosto z oceanu.

Czym mniej pieniędzy wydasz, tym więcej ludzi spotkasz, bardziej się do nich zbliżysz, a dzięki temu poznasz ich kulturę.

Jak dużą cześć roku przeznacza Pan na podróże?

Obecnie już nie podróżuję, a żyję w podróży, co zawsze było moim marzeniem. Od roku mieszkam w Azji i nie zamierzam wracać. Ciągle się przemieszczam, nigdzie nie zagrzewam miejsca na długo, ale przeważnie jestem w Japonii, Filipinach lub w Korei. Postanowiłem, że przed 2020 rokiem muszę osiedlić się na stałe, oczywiście w Azji, bo po tylu latach podróżowania pozostało mi tylko jedno marzenie – wybudować swój hotel i dom.

Gdzie trafiają Pana wspomnienia z podróży, mam na myśli np. fotografie, czy gdzieś Pan to udostępnia czy zostawia jedynie we własnej pamięci?

To bardzo ciekawe pytanie. Na początku moich podróży zawsze udostępniałem zdjęcia na moim profilu na facebook-u, po jakimś czasie zacząłem za bardzo skupiać się na idealnych fotografiach, bo już nie robiłem ich wyłącznie dla siebie, ale dla innych użytkowników mediów społecznościowych. Przestałem podróżować dla samego siebie. Od tamtej pory trzymam zdjęcia w prywatnej kolekcji i podróżuje dla siebie. Jeśli już coś wrzucam do Internetu, to jedynie kilka zdjęć. Dzięki zmianie nastawienia do podróżowania zacząłem więcej czerpać z moich wypraw. Mam z tego większą przyjemność i czuję się wolny, bo robię to co kocham. A zdjęcia są naturalne, a nie robione pod publikę, dla lajków. Poza tym jestem skromnym człowiekiem i nie lubię się chwalić. Uważam, że nie robię niczego szczególnego, każdy może robić to co ja, musi tylko się trochę poświęcić i wytrwale dążyć do celu.

Niestety, muszę prosić o pochwalenie się, bo chcę zapytać o pomoc charytatywną, wiem, że pomagał Pan remontować szkołę dla dzieci na Filipinach. Ale to nie jedyna akcja, w jaką się Pan zaangażował?

Tak, była to szkoła w Carcar na Filipinach. Bardzo mili ludzie, panuje tam przemiła atmosfera. Pomagałem także w akcji pomocy dzieciom na małej i urokliwej wyspie Pamlilican, którą zorganizował Darek, podróżnik z Bydgoszczy. Osiem lat temu wspólnie z przyjacielem z Hiszpanii sponsorowaliśmy budowę szkoły w Boliwii. Za pomoc otrzymaliśmy od miejscowych kawałek ziemi, który możemy wykorzystywać, kiedy tam przyjeżdżamy. W Japonii pomogłem otworzyć największą europejską restaurację, a jej właściciel pan Yasu San jest do dziś moim przyjacielem. W Japonii w miejscowości Mijazaki pomagam w szkole, gdzie uczę dzieci angielskiego.

Jak już udało mi się Pana namówić na opowieści o sukcesach, to czy mogę zapytać, co jest Pana największym osiągnięciem podróżniczym?

Moim największym osiągnięciem jest to, że mieszkam na stałe w Azji, co zajęło mi blisko sześć lat. Było to sześć lat wyrzeczeń, ciężkiej pracy i nawiązywania kontaktów. Ale to taki osobisty sukces, a podróżniczy? Mam kilka na koncie. Może przetarcie dżungli Amazońskiej, Azjatyckiej, a także Borneo. Sam nie wiem… Dwa razy przejechałem Wietnam na skuterze, to około 3000 km, gdzie ruch na ulicach jest bardzo chaotyczny. Piechotą doszedłem do Macchu Picchu w Peru, zajęło mi to trzy dni. W Peru płynąłem łódką przez 5 dni do Iquitos, by spotkać szamanów. W Boliwi jeździłem motorem po drodze śmierci, dwa razy przejechałem Pustynie Solną, pływałem przez dwa miesiące po Oceanie Karaibskim z pięcioma podróżnikami. Z drugiej strony są sukcesy w postaci nawiązanych znajomości, dzięki podróżom udało mi się poznać wielu ciekawych ludzi. W Kambodży przez dwa tygodnie mieszkałem z weteranem wojennym w wiosce położonej na wodzie, na jeziorze Tongle Sap. Żyłem tak jak on, razem łapaliśmy ryby, robiliśmy sieci, pomagałem mu uprawiać pływający ogród. W Laosie przez około miesiąc mieszkałem z buddyjskimi mnichami, gdzie uczyłem ich angielskiego, a w Oruro z górnikami przez osiem dni. Poznałem także wpływowych mieszkańców Japonii, Koreii, Filipin czy Tajlandii, a na czterech weselach byłem gościem honorowym, co jest dla mnie bardzo ważne i napawa mnie dumą.

Ludzie widzą mnie bardzo różnie. Jedni mają mnie za szaleńca, który podróżuje gdzieś daleko od cywilizacji, inni za przyjaciela, który żyje poza ojczyzną i może pokazać im zupełnie odmienną kulturę.

Jakie podróże ma Pan w planach?

Miesiąc temu wróciłem z Nowej Gwinei i Brunei, niedługo będzie Mongolia i może podróż transsyberyjska do Polski, a za rok wybieram się na cztery miesiące do Południowej Ameryki.

Czy dla Pana istnieje koniec świata?

Koniec świata? (śmiech) Dla mnie pojęcie końca świata nie istnieje. Pamiętam, jak miałem 21 lat i chciałem jechać do Olsztyna, takie duże miasto myślałem. Bałem się, ale pojechałem. Później były pierwsze podróże poza Polskę, a po jakimś czasie Europa stała się dla mnie za mała, więc wyruszyłem w świat. Teraz mam 37 lat i nie zamierzam przestać podróżować, zmierzam pojechać tam gdzie jeszcze nie nie było. Świat wydaję mi się mały, bo zacząłem myśleć globalnie, a nie lokalnie. Swoją miłością do podróży udało mi się zarazić kilka osób. Jedną z nich jest mój tata, z którym przejechaliśmy całą Portugalię. Podróżowanie uzależnia, jak się już zacznie, to nie można przestać. Mnie podróżowanie wzmacnia fizycznie i psychicznie, uczy i otwiera na nowe możliwości. Ludzie widzą mnie bardzo różnie. Jedni mają mnie za szaleńca, który podróżuje gdzieś daleko od cywilizacji, inni za przyjaciela, który żyje poza ojczyzną i może pokazać im zupełnie odmienną kulturę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Marlena Bieleninik.

Słowa kluczowe:
wywiad Artur Trzciński Mrągowo podróże 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

# Stephanek (IP: 110.54.*.178) 2018-04-07 07:48
Znam go bardzo dobrze . Czlowiek legenda. Dzieki niemu podrozuje a nie turystykuje;) porady pierwsza klasa ,nikt lepiej niezaplanuje ci wycieczki jak buang Artur ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Wiesław z Filipin (IP: 180.190.*.180) 2018-04-06 12:50
Znam Artura od 2 lat odwiedze mnie czesto . Ja jestem starszym człowiekiem na emeryturze. Artur jest bardzo dobry człowiek. Kulturalny grzechny mily i uśmiechniety. Ma 36 lat a rozmawia sie z nim jak starsza odoba.
Artur Pozdrawiam i kiedy wrócisx zapraszam
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Justa (IP: 94.254.*.222) 2018-04-05 16:33
Znam Artura i nie jest na pewno synem majętnych ludzi z " jagodzianki" jak ktoś tu pisał. Artur sam zarabia pieniążki na swoje podróże, tyle że zazwyczaj za granicą. Jest bardzo dobrym kucharzem, a to dobrze płatny zawód. Świetny człowiek, dobry i ciepły, bardzo pomocny.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Luki (IP: 83.12.*.49) 2018-04-05 09:21
Żeby podróżować tak jak Artur to jednak potrzeba kasy. Jego marzenie osiedlić się w Azji i wybudować hotel:))) Cóż za darmo tego nie zrobi a skoro w podróży jest cały rok to skąd ma kasę? Nie wiem czy to zbieżność nazwisk ale właścicielem Jagodzianki jest Trzciński (chyba ojciec). Nie zmienia to faktu, że Artur to fajny sympatyczny człowiek tylko szkoda że sam mówi przyszłość nie jest w POLSCE ale w AZJI. Nic dziwnego że z Mrągowa ludzie uciekają i miasto wymiera:(((((
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# kret (IP: 94.254.*.194) 2018-04-05 13:58
To wymyśliłeś. Po co pisać na temat, o którym się nic nie wie?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Agawa (IP: 159.65.*.177) 2018-04-04 07:24
Dzieńdobry wszystkim, pozdrawiam z Indii. Na wstepie powiem że sama dużo podróżuje jak i pisano o mnie w gazetach I bylam 2 razy w programie telewizyjnym . To co powiem jest szczere I godne uwagi. Spotkałam Artura 10 lat temu w Peru. Podrózowaliśmy razem 9 dni. Powiem wam tyle ze on jest naprawde bardzo miła osoba, spotkałam dużo podróżnikow I wiem jest wyjatkowy, zawsze uśmiechniety, żartuje z ludzmi na okolo. 2 lata temu bylam w Tailandii I Laosie, oczywiście jedna osoba która jest ekspertem Azji jest Artur , wiec zadzwoniłam. W laosie odebrał nas główny komendant policji z lotniska służbowym samochodem. Jak i mieliśmy za darmo cały dom.Mieliśmy przyjemność jeść z bylym premierem Laosu panem Thammavong. Jak niebrano od nas pieniedzy. Pierwszy raz spotkałam sie z takim szacunkiem I byłam w szoku jako doświadczona podróżniczka. Artur naprawde jestes super. Ty powinieneś być sławny.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# xxx (IP: 89.229.*.112) 2018-04-03 23:25
Artura znam bardzo dobrze, razem mieszkaliśmy na osiedlu. Był i jest wspaniałym kolegą, pełnym pomysłów, zawsze wspominał, że będzie drugim Tonym Halikiem. Śmialiśmy się z niego, a teraz on śmieje się z nas. Jak wraca w swoje rodzinne strony to opowiada nam o swoich przeżyciach. Wszyscy go podziwiamy i kibicujemy mu.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# xyz. (IP: 89.229.*.112) 2018-04-03 20:03
Zawsze uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony. Podróżnik z krwi i kości, takiego człowieka to tylko podziwiać. Gratulacje! :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Jas (IP: 89.229.*.162) 2018-04-03 19:12
Goba zawsze był pozytywnie zakręcony , pamiętam jak z frytasem śmigali po osiedlu. Stare dobre czasy..:)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# grunwaldzkie (IP: 79.187.*.58) 2018-04-04 10:43
też pamiętam te dwie uśmiechnięte twarze :) pzdr
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Chłop z Mazur (IP: 89.229.*.59) 2018-04-03 19:04
Gość chyba jest majętny (nawet jak nie korzysta z biura podróży i nie nocuję po hotelach), skoro podróżuje większość swojego życia, bo kiedy on ma czas, żeby zarobić na te wycieczki?
Co nie zmienia faktu, że mu zazdroszczę :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
# Jedni mają mnie za.. (IP: 89.231.*.45) 2018-04-03 18:32
a ja pamiętam gościa zawsze uśmiechniętego.
Pozdrawiam
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Sonda

Czy weźmiesz udział w tegorocznych wyborach samorządowych

Tak - 87.1%
Nie - 10.5%
Nie podjąłem(-ęłam) decyzji - 1.8%

Głosów ogółem: 171
Głosowanie w tej sondzie zakończyło się w: marzec 2, 2018
X Zamknij
X Zamknij