27 stycznia to nie tylko data wyzwolenia obozu Auschwitz, ale także wkroczenia wojsk radzieckich do Mrągowa. Od tego wydarzenia mija dziś 70 lat. Specjalnie dla Was sięgnęliśmy więc po wspomnienia z tego wydarzenia oraz tego co wydarzyło się w kolejnych miesiącach po wkroczeniu wojsk radzieckich do naszego miasta.

Pułkownik Fiedor Stiepanowicz Fiedotow, opisał zdobycie Mrągowa w książce "Pułk kontynuuje bój". Dotarł do niej przed kilkoma laty kierownik mrągowskiego muzeum Dariusz Żyłowski i dzięki temu to wspomnienie możemy dziś Państwu zaprezentować.

„Po zdobyciu miasta Ryn pułki kontynuowały natarcie w kierunku Zenzburga (Sensburga). Na trasie było wiele wsi i folwarków. Zdobywaliśmy je w marszu nie ponosząc strat. 30 stycznia 1945 r. o godz.11.00 główne siły pułku (nr 557) dotarły do bagnistego terenu. Zwiadowcy szukali przejść, cienki lód pod nimi się załamał i o mało nie utonęli. Trzeba było wykonać manewr oskrzydlający, bo innego wyjścia nie było. Po półtora godzinnym marszu wyszliśmy na swój kierunek.

Zenzburg typowo wschodnio - pruskie miasteczko z ciemnymi, szarymi, piętrowymi i parterowymi domami z ratuszem i kościołem, nieduży plac. Dwie, trzy fabryczki, magazyny z dworcem kolejowym. Na peryferiach było dużo drewnianych domów.

Do obrony miasta Niemcy zmobilizowali niemałe siły. W murowanych domach i piwnicach otwory strzelnic, okna założone workami z piaskiem.

Wjazdy i podwórka zaminowane. Jeśli z okopów i rowów strzeleckich przed miastem hitlerowców wypędziliśmy bez szczególnych trudności to w samym Zenzburgu znów przyszło walczyć o każdy dom. Bataliony nacierały pod przykryciem dział. Rozpoznawszy umocniony dom artylerzyści wytaczali działa i strzelali na wprost. Burzyli mury, likwidowali gniazda karabinów, faustników.

Strzelcy piechoty kończyli likwidację. Odważnie walczyli artylerzyści kapitanów Smirnowa i Mieszkancewa. Tylko jedno działo sierżanta Czubanowa zlikwidowało pięć gniazd karabinów maszynowych. Przykrywać trzeba było i artylerzystów. Wtedy okazywali bohaterstwo pojedynczy strzelcy.

Szeregowemu Suchanowowi z batalionu Hołowni przyszło walczyć z dwudziestoma hitlerowcami. Kilku zlikwidował a czterech wziął do niewoli. Szeregowi Suchin, Riabow i Waluszkin przy dojściu do placu zniszczyli karabin maszynowy, który przeszkadzał w natarciu czwartej kompanii. Było to tak: Niemcy strzelali z okien pierwszego piętra murowanego domu a nasze armaty zostały w tyle. W tym czasie Suchin rozkazał współtowarzyszom strzelać po oknach a sam podszedł do domu i skrył się w bramie. Schody na pierwsze piętro były rozbite to Suchin polazł do góry. Czepiał się za ostatki tych schodów. Niemcy na piętrze nie przypuszczali, że ktoś się może do nich dostać. Suchanowi udało się przybliżyć zupełnie blisko. Byle jak uczepił się i otworzył ogień ze swego automatu. Bezpośrednio zabił dziesięciu faszystów.

O godz. 6.00 wieczorem całe miasto Zenzburg było w naszych rękach, gdzieniegdzie wróg jeszcze strzelał. Oddzielne grupy faszystów umieszczeni w piwnicach nie poddawali się do godz. 9.00 wieczorem.

My zajęliśmy wszystkie ulice i plac. Dworzec kolejowy wzięliśmy wcześniej.”

A taki opis tego co wydarzyło się w naszym mieście 70 lat temu, znajdujemy w innych źródłach:

„Operacja wschodniopruska Armii Czerwonej spowodowała wycofanie się niemal bez walki sił niemieckich z tego terenu. Nocą z 25 na 26 stycznia 1945 roku wywiad radziecki, wzmocniony kawalerią konną, obserwował od strony jeziora Czos i Czarnego, co się dzieje w mieście. Po nadejściu posiłków miasto miało być zajęte, gdyż nie stwierdzono zgrupowań wojsk niemieckich. Wydarzyło się jednak coś niespodziewanego. Do licznych grup konnych wojsk radzieckich, podążających do Mrągowa, z kolonijnych zabudowań pobliskich wsi posypał się grad kul z broni maszynowej. Okazało się, że ogień otworzyli synowie zamożnych rolników i wychowankowie Hitlerjugend. W zorganizowanej zasadzce zginęło kilkunastu żołnierzy, a kilku zostało rannych. W ramach odwetu wszystkich młodych ludzi i ich rodziny rozstrzelano w Wyszemborku przed pomnikiem Bismarcka. Zginęło wówczas 47 osób.

Z tej przyczyny zajęcie Mrągowa opóźniło się o kilkadziesiąt godzin i nastąpiło wczesnym rankiem 27 stycznia 1945 roku. W tym też dniu wojska radzieckie zajęły cały obszar powiatu mrągowskiego. Drobne potyczki z ludnością cywilną odbyły się jedynie na rynku i przy dworcu kolejowym. Przez cztery miesiące w Mrągowie administrację sprawowała Komendantura Wojenna Armii Czerwonej.

Mrągowo nie ucierpiało w czasie wojny. Jednak podczas okupacji radzieckiej duża część miasta została spalona lub obrabowana. Mieszkańcy poruszać po mieście mogli się tylko w godzinach od 8 do 18. O tym, że teren Mazur został przyznany Polsce dowiedziano się dopiero po przybyciu pierwszych urzędników administracji polskiej.”

Przypominamy także już powojenne wspomnienie Feliksa Guisa, burmistrza Mrągowa, który w 1945 roku trafił do naszego miasta i rozpoczął jego odbudowę. Opis tego co działo się w kolejnych miesiącach po wkroczeniu wojsk radzieckich do Mrągowa przynosi Tadeusz Willan, na kartach monografii „Mrągowo. Z dziejów miasta i powiatu”, który opiera się między innymi na wspomnieniach Feliksa Guisa:

W nocy z 27 na 28 stycznia 1945 roku wojska radzieckie zajęły Mrągowo. Przystąpiono do gaszenia pożarów. Mianowano wojskowego komendanta, a ten z kolei powołał magistrat. W mieście nadal jednak było niespokojnie.

Pierwszy polski burmistrz Mrągowa, Feliks Guis pisał: „[...] grasujące bandy podpalały budynki, rabowały co się dało. Po nocach strzelanina nie ustawała. Pierwsze wrażenie jakie zrobiło na mnie miasto: brak ludzi, pustki panujące na ulicach, pozabijane deskami okna i wystawy sklepów, powypalane domy. Całe życie urzędnicze skupiało się w stołówce starostwa. Tam spotykali się nieliczni jeszcze urzędnicy, przybyli w celu zorganizowania różnych urzędów państwowych. Pierwsze moje spotkanie ze starostą Krzewińskim oraz radzieckim komisarzem politycznym odbyło się w mieszkaniu starosty przy szklance nieodłącznego bimbru. Z rozmowy wywnioskowałem, że zadanie stojące przede mną nie będzie łatwe, gdyż nie ma ludzi do pracy, brakuje chleba, mąki, opału, cukru, mięsa. W urzędzie starościńskim jest zaledwie siedem osób, w milicji – na cały powiat – pięciu milicjantów. Nie ma światła ani wody. Nie zraziły mnie jednak przedstawione trudności i oświadczyłem, że podejmę się urzędowania i w miarę swych możliwości postaram się doprowadzić miasto do porządku.

Nazajutrz, dnia 20 lipca 1945 roku otrzymałem w starostwie nominację na burmistrza miasta Ządźborka. Gdy udałem się z tym dokumentem w towarzystwie starosty Krzewińskiego z lokalu starostwa, które na razie mieściło się w ratuszu, do przyległego budynku, gdzie ulokowano magistrat, spotkali nas wszyscy urzędnicy, Niemcy, na czele z urzędującym jeszcze niemieckim burmistrzem panem Bolzem. Ten wylewnie mnie przyjął i następnie przekazał swój urząd wraz z ogromną pieczęcią z niedźwiedzią łapą (herbem miasta) i napisem: Stadt Sensburg. Urzędnicy w liczbie pięciu osób, potulnie stojąc za byłym burmistrzem, czekali na moją decyzję. Oczywiście wszystkich na razie zatrzymałem w urzędowaniu, chcąc się zorientować w sytuacji, zresztą, nie było nikogo chętnego z Polaków do pracy w magistracie. Poleciłem tylko, by się jak najprędzej nauczyli mówić po polsku oraz zorientowali czy są Niemcami, czy Mazurami [...]”.

 


Dodaj komentarz:

Sonda

Czy jesteś zadowolona(y) z obecnych wydarzeń w radzie miasta i powiatu?

X Zamknij
X Zamknij